8 superfood, które nauczyłam się jeść w USA

superfoods superfood

Dzięki przymusowej polskiej abstynencji kulinarnej oraz kontaktom z niektórymi Amerykankami, które wiecznie żyją w pogoni za nowym, cudownym, uzdrawiającym, uodparniającym, upiększającym superfood (warzywem lub innym naturalnym składnikiem),  po 5 latach stworzyłam listę super produktów spożywczych, które dzięki mojej emigracji na stałe weszły do naszego jadłospisu.

superfood woda kokosowa

Woda kokosowa musi pochodzić z młodych kokosów (5-7 msc), zerknij poniżej jakie firmy oszukują. zdj. flickr/ Phu Thinh Co

COCONUT WATER – to woda kokosowa, którą dziś dostaniecie pewnie w każdym polskim supersamie. Nie chodzi tu o to gęste mleczko kokosowe z puszki, ale o samą wodę ze środka kokosa, która jest bogata w elektrolity i ma podobno większe właściwości nawadniające niż sama… woda. 1 szklanka zawiera więcej potasu niż cztery banany. To ulubiony napój maratończyków, który zwiększa wydajność organizmu.

Ja sama piję ją ze względu na rzekome antynowotworowe i antyalzheimerowe właściwości.

Wiadomo, że w Ameryce nawet zakup takiej rzekomo naturalnej wody nie jest proste. Od producentów stosujących różne taktyki, łącznie z GMO, aż się tu roi. Świetny wywiad na ten temat przeprowadziła autorka strony FOOD BABE, która w swoim artykule pt. Jak kupić najzdrowszą wodę kokosową a jak unikać najgorszej  prześwietliła taktyki znanych i lubianych firm (także tych dostępnych w PL).

P.S. Z lekcji Hawajczyków pamiętam również, że woda ta powinna pochodzić z młodych 5-7 miesięcznych kokosów. Wiele z ww. firm sprzedają wodę ze starych kokosów.

 

CHIA SEEDS – czyli ziarna, całkiem już popularnej w Polsce, szałwii hiszpańskiej to kolejny superfood, bez którego nie wyobrażam sobie m.in.owocowych koktajli.

TA bomba przeciwutleniaczy, którą powinna zauważyć każda bojąca się zmarszczek bestia, dostarcza w zaledwie dwóch łyżkach 1/3 dawkę dziennego zapotrzebowania na większość składników odżywczych.

Chia to alternatywa dla nielubiących ryb. Jej ziarna zawierają więcej kwasów omega 3 niż tłuściutki, dziki łosoś, nawet ten, którego sami sobie złapiecie na Alasce. No i do tego ile ma w sobie białka!

(Szkoda, że nie wiedziałam o nich, gdy mój biedny sąsiad hurtowo wpychał w siebie jajka i ryż, mając nadzieję na szybki przyrost/ porost mięśni 😉

No dobra, ale po co ja sama je łykam? Pewnie dla tej dawki antyoksydantów, no i dla ich właściwości absorbowania wody, którą potem oddają mojemu ciału, gdy nie mam głowy do liczenia szklanek wypitej, dziennej, wymaganej dawki. Uwielbiam je w szejkach i sokach. Nie przeszkadza mi ich żelowa konsystencja ani trochę.

 

 

Superfood: Korzeń kurkumy jest naturalnym antybiotykiem oraz środkiem przecizapalnym zdj. en.wikipedia.org

Superfood: Korzeń kurkumy jest naturalnym antybiotykiem oraz środkiem przecizapalnym zdj. en.wikipedia.org

TURMERIC – czyli kurkuma… ale nie ta w proszku lecz ten straszny, pieprzny, żółty korzeń, który wyglądem przypomina imbir.

Co z nim robię?? Katuję się nim. Kieliszek od wódki w moim domu kojarzy mi się właśnie z kurkumą, którą wyciskam namiętnie w swojej sokowirówce a potem duszkiem wypijam.

Popytajcie o nią w supermarketach lub sklepach z zagraniczną żywnością. W Stanach kupuję ją w Whole Foods. Jest dosyć droga, ale żeby dziabnąć sobie pieprznego kieliszeczka nie trzeba wiele.

Po co go przyjmować? Ma silne właściwości przeciwzapalne i antybiotykowe. Nie tylko podnosi odporność ale działa na wiele innych schorzeń, począwszy od nowotworów a skończywszy na zwykłym trądziku. Więcej na temat korzenia kurkumy przeczytacie na eklektycznym polskim blogu Hipokrates 2012 

 

Olej kokosowy zdj. en.wikipedia.org

Olej kokosowy to świetny wspomagacz odchudzania  zdj. en.wikipedia.org

COCONUT OIL / olej kokosowy jest w zasadzie na wszystko. Możecie go używać i do kawy i na suche włosy. A róbcie z nim co chcecie, bo jest wielki!

Działa przeciwgrzybiczo i zapalnie, obniża ciśnienie i cholesterol, zwalcza cukrzycę, wzmacnia system immunologiczny, przynosi ulgę w chorobach nerek oraz serca, wzmacnia zęby oraz kości. Jest silnym antyoksydantem naładowanym nasyconymi tłuszczami (90%) oraz kwasami (lauric, capric, caprylic).

W Polsce, jak donoszą mi mamy z warszawskiego forum, jest już wszędzie dostępny. Po więcej zastosowań odsyłam do amerykańskiej blogerki – Wellnes Mama, która stworzyła listę 101 pomysłów na zastosowanie tego pięknie pachnącego oleju, który ja sama łykam co któryś dzień łyżeczkami albo ładuję do szejków lub kawy.

“Fuj, przecież to cuchnie rybami!!! I to się nazywa superfood? I Twoje dzieci jedzą to zamiast czipsów i pysznych czekoladowych chrupeczków?”

Pyta moja zniesmaczona koleżanka, której podsuwam do posmakowania nasze ulubione seaweed czyli wodorosty.

 

superfood

Prażone wodorostów lub Nori – suszona czerwona alga to pyszna i zdrowa przekąska, którą znajdziesz w każdym amerykańskim sklepie. zdj. en.wikipedia.org

SEAWEED

Dziś seaweed popularne są w całych Stanach. Może nie należą do ścisłej grupy superfood, ale dorzucam je ze względu na walory poznawcze. W Stanach są jak sól, której nie może zabraknąć w żadnym sklepie spożywczym, zwłaszcza azjatyckim 😉

W suszonych i słonawych wodorostach zakochałam się prawie cztery lata temu na Hawajach. Razem z moją córką chodziłam tam na spotkania hawajskich rodziców, gdzie obowiązywała naprzemienna zasada dokarmiania grupy. Jeden z rodziców, zamiast krakersów i ciasteczek – którymi mamy z pozostałych Stanów zapychają swoje pociechy – przyniósł zgrzewkę ultracienkich, czarnych suszonych płatków tzw. seaweed.

Nie wierzyłam własnym oczom widząc dwulatków wyrywających je sobie z rąk. Od tamtej pory i moje dzieci je uwielbiają a i ja sama podkradam je wierząc, że jest to produkt, który zawiera największe ilości jodu, jakie możesz spotkać w dostępnej nam żywności. A jak w ostatnich latach wyczytałam, większość osób, u których diagnozuje się raka, ma zatrważająco niski poziom tego pierwiastka.

 

 

 

Superfood w USA

Kale – jarmuż to jeden z bardziej cenionych superfood w Ameryce. zdj. en.wikipedia.org

KALE to sztywna, postrzępiona, twarda i ciemna sałata, która kilka lat temu została okrzyknięta królową amerykańskiego warzywniaka. Po polsku to jarmuż. Jak podaje wikipedia Ta gruba, kapustowata, silnie ulistniona roślina “zawieraja silne przeciwutleniacze oraz właściwości przeciwzapalne. Jest bogatym źródłem witaminy K, witaminy C, karotenoidów (β-karotenu, luteiny, zeaksantyny), a także wapnia. Podobnie jak brokuły i inne warzywa kapustowate zawiera sulforafan, związek mający właściwości przeciwnowotworowe. Jarmuż jest również doskonałym źródłem żelaza”.

Osobiście toleruję ją tylko w gotowanej i miękkiej wersji. Nie jest ona moim ulubionym superfood ale z racji na sam ciemny kolor, który krzyczy “It’s good for your body, eat it, eat it!!!”, wcinam go wiedząc, że nie ma drugiego takiego warzywa, które zawierałoby tyle witaminy K. (ok. 684% dz.z.) No i bonusem jest wit. A (ponad 200%)

Przykłady jak smacznie przyrządzić jarmuż znajdziecie u mojej blogowej koleżanki Czosnek w Pomidorach. (Pst. Zdradzę Wam, że autorka tego bloga zgodziła się przygotować coś dla Was z okazji Święta Dziękczynienia, o którym będę pisać w listopadzie).

 

kombuchaKOMBUCZA

Nie ma chyba ani jednego amerykańskiego sklepu ze zdrową żywnością, w którym nie byłoby półki poświęconej temu trunkowi. Kombucza jest dziś hitem.

Fermentowana, orzeźwiająca herbata z bakteriami Acetobacter xylinum, Acetobacter xylinoides. oraz grzybami typu: Saccharomyces ludwigii, Saccharomyces apiculatus robi od kilku lat w Stanach zawrotną furorę.

o tym trunku pisałam już TUTAJ.  

 

 

superfood

Wilec ziemniaczany to kolejne warzywo z grupy super produktów, które jest rewelacyjnym źródłem wit. A. zdj. en.wikipedia.org

SWEET POTATOES to kolejny superfood, który ku zniesmaczeniu mojego męża, uwielbiam. Polska nazwa to wilec ziemniaczany. Są to amerykańskie silnie pomarańczowe, słodkie i kremowe ziemniaki, które zwykle widzi się na ‘dziękczynnych’ stołach pod pierzynką o zgrozo słodkich pianek (mashmallows). Poza walorami smakowymi (zwłaszcza w wersji pieczonej) uwielbiam fakt, że zawiera tony witaminy A . Jak podaje whfoods.com 1 niepełna szklanka tych ziemniaków zawiera:

 wit. A 214%

wit. C 52%

magnes 50%

copper 36%

kwas pantothenic 35%

wit. B6 34%

biotyna 29%

potas 27%

żelazo 26%

wit. B3 19%

wit. B1 18%

wit. B2 16%

fosforany 15%

 

W podsumowaniu, ze względu na tutejszą wszędobylską, podłą żywność, GMO oraz nieczyste taktyki gry, Ameryka nauczyła mnie jak być świadomym konsumentem, który wiecznie porównuje wszystko do dawnych europejskich standardów żywieniowych oraz jakości jedzenia. Pewnie dlatego przez pierwsze kilka miesięcy wiecznie chodziłam głodna. Po kilku latach jednak wiem gdzie i co kupować, jak i co jeść, no i dlaczego?

Jeżdżąc czasem po Stanach mam okazję poprzyglądać się różnym trendom żywieniowym. I nie zaprzeczam, niektórzy nadal jedzą hamburgery ;). Wynika to jednak z pewnej ekonomicznej zależności. Zdrowo odżywiają się w Stanach zwykle ludzie dosyć zamożni, których stać np. na ww. produkty.

Otyłość niestety nie oznacza – jak to w Polsce kiedyś wierzono- dobrobytu lecz ubóstwo i zwykłą kalkulację. Lepiej kupić słodkie ziemniaki za 5$/kg , jarmuż za 2$, mięso za 5-10$ i gotować pół dnia czy taniej i wygodniej jest podjechać po hamburgera i wydać 1 lub 2 $ na głowę? No w sumie jest jeszcze alternatywa gotowych dań w supersamowych lodówkach, które wystarczy odfoliować i włożyć do mikrofalówki na dwie minuty. Koszt to pewnie około 5$ na 2-3- os. rodzinę.

Powyższe produkty z działki superfood w większości są dostępne w polskich sklepach. Jedzmy zatem na zdrowie! Alzheimera zapijajmy kokosową wodą lub olejem, odporność wspomagajmy kurkumą, na cerę zajadajmy słodkie ziemniaki, na deficyt witaminy K – jarmuż, a na niski poziom jodu -wodorosty.

A jakie wy superfood najbardziej lubicie i cenicie? Borówki, maliny,awokado?

zdj. główne depositphotos.

Jeżeli lubisz artykuły z cyklu zdrowie i uroda, może spodoba Ci się również inne artykuły z tego działu.

 

 

Share

Comments

  1. Ciekawy post! Ja, może z racji tego, że mieszkam wśród dużej Polonii, pozostaję raczej wierna polskim smakom i eksperymentowanie pozostawiam jedynie restauracjom, a nie domowemu gotowaniu ;p Z Twojej listy u mnie w domu goszczą właściwie tylko jarmuż i olej kokosowy (uwielbiam!), choć od czasu do czasu sięgam też po wodę kokosową i słodkie ziemniaki.

    • Papuga z USA Says: October 20, 2015 at 12:23 pm

      Paula!

      no właśnie, szczęściaro, najbardziej zazdroszczę Ci tych ogórków kiszonych, kapusty, śledzików, smalczyku, twarożku i … zsiadłego mleka!!!

      Co do ww. przez Ciebie produktów, trzeba przyznać, że są one głęboko zakorzenione w amerykańskiej kuchni, no może poza olejem kokosowym.

      P.S. Słuchaj, gdy po napisaniu tego art. wpisałam w wyszukiwarce google’a swój tytuł zobaczyłam, że Ty też pisałaś, może nie o superfoods ale o potrawach, które nauczyłaś się jeść w Stanach

      http://za-oceanem.blogspot.com/2014/03/produkty-spozywcze-ktore-nauczyam-sie.html

      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wszystkie potrawy, które wymieniłaś również i ja dopiero tutaj zaczęłam jeść hurtowo. Na szczęście w Polsce bardzo dobrze się powodzi. Zarówno szpinak, którego ja nigdy nie jadłam, guacamole, mango itd. jest dostępne nawet w biedronce. Miso soup też pamiętam, że wcinałam w sushi barach w W-wie 5 lat temu (sushi było moją ciążową zachcianką;) ale dopiero w Stanach zapamiętałam jej nazwę oraz pokochałam ją dozgonnie. No i żurawinę, mimo, że mama non stop coś tam o niej gadała, wiecznie patrzyłam na nią ze skwaszoną miną. Dziś walę ją tonami do pasty z tuńczyka…

      • Zaczęłam czytać Twoje pierwsze słowa: ogórki kiszone, śledziki… i już zrobiłam się głodna 😀 😀 😀

        To prawda, w Polsce można kupić już właściwie wszystko, ale za “moich” czasów wydaje mi się, że te produkty nie były aż tak popularne. A może ja nie byłam tego świadoma?

        Co do posta to pisząc go obiecałam kontynuację, może czas w końcu się za to zabrac 😛

  2. Dodaję wpis do moich ulubionych! Będę skrupulatnie, wzbogacać moją kuchnię w składniki przez Ciebie wymienione 🙂

    Mam nadzieję, że chociaż część z nich znajdę w Polsce 😉 Chociaż, jedyne co sobie daruję to jarmuż. Nie smakuje mi.

    • No i o to mi w tym blogu chodzi:) Misją jest “zarażanie” polskich czytelników… Na zdrowie zatem!!! Prawie wszystkie są dostępne w supermarketach 🙂

  3. Ja wsuwam w mojej Szwajcarii prawie wszystkie z wymienionych superfoods! Oprócz tego co wymieniłaś namiętnie kupuję i jem buraki i młody szpinak i sama przyrządzam kefir.
    Za to nigdy się tutaj nie spotkałam z kurkumą – muszę poszukać w sklepach ze zdrową żywnością. Przyznaję, że nie przepadam za kombuczą, ma dla mnie smak popielniczki zalanej wodą, ale może po prostu nie trafiłam nigdy na dobry produkt w sklepie.Nie potrafię również znaleźć dobrej i taniej wody kokosowej, wszystkie są jak mydło… Tęsknię za Indonezją, gdzie woda kokosowa jest tańsza od mineralki 😀

    • Ty, słuchaj koleżanko, a daj ten przepis na kefir? Wiesz jak ja tu tęsknię za polskim kefirem? Co do buraków, najczęściej jem go w sałatce właśnie ze szpinakiem lub rukolą 🙂 Co do kurkumy, pamiętaj, że musi to być korzeń. Jeżeli nie znajdziesz go w normalnych sklepach, poszukaj w hinduskich.

      Ostrzegam jednak, jest pieprzny i “straszliwy” – jak powiedziała mi wczoraj kurowana szwagierka 😉 Prawda jednak jest taka, że dorzuciłąm jej 3 ząbki czosnku i korzeń imbiru do tego 😉 Taka uleczalna miksturka

      A co do kombuczy, masz rację, trzeba trafić na tę dobrą. Szukaj zatem dalej albo nadal popijaj kefir.

      W Indonezji jeszcze nie byłam ale wierzę Ci na słowo, pewnie dostałąbyś tam 10l w zamian za litr czystej Nałęczowianki ;). BTW. woda kokosowa jest pewnie tam bardziej bogatsza niż jakakolwiek, nawet ta najlepsza z kartonika.

  4. Przyznam szczerze, że niewielkie mam pojęcie o jedzeniu które opisujesz. U mnie dominuje tradycyjna polska kuchnia, ale całkowicie pozbawiona wieprzowiny, masła, cukru i mąki. Przeczytałam jednak z dużą uwagą, to co opisałaś. Sprawdzę, które ze wskazanych produktów są dostępne w Polsce, bo eksperymenty kulinarne to super sprawa. Tylko te wodorosty, to chyba niesmaczne :-)), ale może warto spróbować?

    • No Moniko, to masz misję na ten miesiąc 🙂 Wybierz jeden produkt i spróbuj.

      Zacznij może od czegoś przyjemnego, np. od oleju kokosowego albo słodkich ziemniaków. Wszystkich tych produktów trzeba nauczyć się jeść. I warto, bo bogactwo witamin jakie się w nich znajdują jest rzadko spotykane w polskich produktach, (tzn. w takich ilościach) .

      Ja niby cukier też redukuję… a w zasadzie zamieniam na miód. Cukier używam w zasadzie tylko do ciast. Fajnie, że świadomie podchodzisz do jedzenia. Czas zatem zacząć go urozmaicać i dostarczyć swojemu organizmowi kilka życiowych niespodzianek 🙂

  5. Hello piękna 🙂 Bardzo dziękuję za miłe słowa. Tak, już niedługo coś dla Ciebie i Twoich czytelników przygotuję, z przyjemnością.
    Anna (Czosnkowa) :-*

    • Cześć Czosnkowa Ty moja!!! Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że już o nas myślisz i że w okolicach święta Dziękczynienia nauczysz nas jak gotować tradycyjne amerykańskie potrawy na tę okazję 🙂

  6. siemie lniane (ale to jeszcze z PL), borówki, avocado, jogody goji, nasiona dyni, spirulina i oczywiście migdały i quinoa z którą robię absolutnie wszystko 🙂

    • No właśnie siemię lniane to przecież to ang. flaxseeds, na punkcie którego Amerykanie też już od jakiegoś czasu mają fioła. Mogłam dorzucić też spirulinę oraz hemp seeds ale dosyć uczciwie do tematu podeszłam i opisałam art. tylko te, które rzeczywiście na stałe goszczą w mojej kuchni. A co do quinoa z czym najlepiej zacząć ją jeść, żeby się w niej zakochać??

  7. Zdecydowanie mieszkając w USA zwracam uwagę na to co jem i co podaje rodzinie… Wcześniej mieszkałam w Szwajcarii, wiec z zamkniętymi niemalże oczami mogłam zrobić zakupy i byłam pewna, ze jemy wg modelu “from farm to table”.. Tutaj nie można być niczego pewnym. Nawet jak kuraka organicznego kupuje, to ppodejrzewam( z natury podejrzliwa jestem;)) ze nie jest on tak org jak w naszej Polandii.
    Większość z tych wymienionych przez cię boskich składników spożywamy, cześciej lub rzadziej… Za seeweeds moje dzieci przepadają. Ostatnio wyczytałam o sposobie na kale, trzeba go ponoć porządnie wymalować, literalnie, wtedy mięknie. Zatem do dzieła!

    • Gosia!!! Wymalować??? Jak to?? jak się to robi? a może wyparować? 🙂 Z braku wiedzy jak ją dobrze przyrządzić ciągle wpycham ją do sokowirówki robiąc jakieś soki.

      P.S. Szwajcaria… zazdroszczę, ja mieszkałam w niej tylko miesiąc i w zasadzie o życiu tam wiele nie mogę powiedzieć ale z mojej krótkiej obserwacji, śmiem twierdzić, że rewelacja.
      Co do polskiego kurczaka… jak pojedziesz na wieś i sama upolujesz sobie go, u babiny, która nie stosuje żadnych triczków to pewnie będzie organiczny. Tym w supersamach daleko jednak do organicznych…

      • No oczywiście literówkę mi słownik strzelił… Chodzi o to żeby ten jarmuz wymasowac, pougniatac i on mięknie…to teoria, w praktyce wrzucam go do sokowirówki z innymi dobrami i nawet dzieci piją:)
        Szwajcaria super była, choć miała swoje minusy tez…. Ale mam zasadę żyć tu i teraz, wtedy jakoś łatwiej się żyje, szczególnie jak się musisz przemieszczać z kraju do kraju… Mam nadzieje, ze następna będzie Polska:))
        Pozdrowienia z NY

  8. 1. Woda kokosowa. Tej, którą daję Dzieciom (nie stać mnie już żebym sama piła, bo one to uwielbiają) nie ma wśród wymienionych w linkowanym wywiadzie, ale kupuję ją w sklepach ekologicznych.
    2. Olej kokosowy extra vergine – teraz nie wyobrażam sobie bez niego kuchni
    3. Chia – czasami, najczęściej w formie puddingu
    4. Surowe kakao (najlepiej z dodatkiem chilli)
    5. Olej lniany budwigowy
    6. Siemię lniane
    8. Sezonowe jagodowe, głównie maliny
    9. Cebula i czosnek
    10. Ogórki własnoręcznie zakiszone + woda z nich
    Więcej grzechów nie pamiętam, nie wykluczam jednak, że jeszcze jakieś są 😉

    • Papuga z USA Says: October 31, 2015 at 2:20 am

      Wow! Dzięki za olej lniany budwigowy, nie znałam… tylko powiedz mi na co on jest 😉 ?
      P.S. Oj ile ja bym dała, żeby moje dzieci chciały pić wodę kokosową…

  9. Tę kombuczę to faktycznie reklamują na facebooku wszystkie moje amerykańskie znajome (Nie wygląda ona smakowicie, oj, nie wygląda).
    A co do jarmużu, to moje pierwsze skojarzenie, to … Jim Gaffigan 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=WcI7jgkwdCM
    Pozdrawiam.

    • Papuga z USA Says: March 7, 2016 at 12:03 pm

      Ha!!! no widzisz! i powiem Ci, że nie jest taka zła… trochę bombelkowa ale można ją szybko polubić, wiedząc o jej właściwościach. Jim Gaffigan natomiast – wymiata 🙂 Dzięki za filmik. P.S. Miło mi Cię pierwszy raz widzieć na Papudze. Może chciałabyś coś zdradzić o sobie poza tym, że piszesz bloga Szepty w Metrze, na którego zaraz zajrzę. ???

      • Ha! Ja jestem bardzo tajemnicza 😉 Nie zdradzam wiele o sobie (no chyba, że ktoś jest wiernym czytelnikiem mojego bloga – to wtedy doczyta się wszystkiego, bo jestem straszną gadułą :))
        Na Jima Gaffigana trafiłam przez podesłany mi filmik, który … jakimś dziwnym trafem pasuje do mojego życia (no może poza rodzeniem w domu :))
        https://www.youtube.com/watch?v=GEbZrY0G9PI
        (że tak Ci podrzucę; i nie, nie współpracuję z youtube :))
        Emigrantka (Nie wiem dlaczego, ale myślę o sobie ’emigrantka’ raczej niż ‘imigrantka’ – czy dr Freud by coś na ten temat powiedział?) oswajająca angielką rzeczywistość.
        Z różnym skutkiem.
        Znalazłam Twój blog na Blog Roku 2015.

        • Papuga z USA Says: March 15, 2016 at 2:37 am

          Ufff, uwinęłam się z następną publikacją, mogę zatem spokojnie odpisywać. Przepraszam z poślizg.
          Nęcisz, kochana, mówię Ci nęcisz 😉 Zajrzę na Twojego bloga podczas mojego rytualnego przegelądu swoich czytelników. Zwykle robię to raz na miesiąc, bo niestety moje dodatkowe obowiązki pozwalają mi ledwo na cotygodniową publikację… Dzieci, rodzina, pokazy mody, sprzątanie… sama kochana, rozumiesz 😉

          Ja siebie spostrzegam jako imigrantka, bo za taką jestem tu traktowana i z takiej perspektywy piszę. Freuda bym tu nie wywoływała do tablicy 😉
          Cieszę się, że uczestnictwo w Blogu Roku przynajmniej na tyle się przydło, że mogłyśmy się wirtulanie spotkać ;).

          P.S. Gaffigana chowam do teczki 🙂 dzięki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Close