Lubię amerykańskich emerytów

Lubię amerykańskich emerytów

Czy amerykański emeryta jest równie schorowany i narzekający jak jego polski rówieśnik? Jak wygląda życie amerykańskiej babci i dziadka? Co robią w wolnym czasie? Ile czasu poświęcają na wychowywanie lub doglądanie wnucząt?

Dziś kilka słów o leciwych znajomych Papugi. 

Mam szczęście mieć kochającą i nienarzekającą babcię. (BTW. Babciusia! kisses for you!).

Gdy czasem pomieszkiwałam z nią, zawsze rozbawiały mnie jej rozrywki typu: pielenie ogródka, przynależenie do kółka różańcowego, czytanie “Pani Domu”, bieganie o stałej porze “na górę”, bo przecież “zaraz zaczyna się Milagros”, czy inna wenezuelska telenowela.

W przeciwieństwie do mojej babci większość polskich emerytów, których spotkałam (no może poza moimi sąsiadami z PL), była wyjątkowo pesymistycznie nastawiona do życia.  ” No bo ten okrutny NFZ”, a to lekarstwa za drogie a dolegliwości takie okropne; a to młodzież nie ustępuje już miejsca w tramwaju, dzieci na placu zabaw są za głośno, banany za drogie i w ogóle mamy wiecznie psią pogodę.

W Ameryce ludzie z natury są pogodniejsi i bardziej optymistycznie nastawieni. I nie chodzi o to, że mają więcej pieniędzy, bo w przeliczeniu na tutejsze wydatki, wcale ich nie mają. Sekret chyba tkwi w tym, że wg am. dekalogu w kontaktach z drugim człowiekiem inaczej po prostu nie wypada.

Red Hat society to klub starszych pań, których znakiem rozpoznawczym są fioletowe ubrania oraz niepasujący do wszystkiego czerwony kapelusz. Członkinie 20 tys. am. oddziałów ( + 30 na całym świecie) tego stowarzyszenia spotyka się regularnie w celu towarzyskim, rozrywkowym i rozwojowym zdj. en.wikipedia.org

Red Hat society to klub starszych pań, których znakiem rozpoznawczym są fioletowe ubrania oraz niepasujący do wszystkiego czerwony kapelusz. Członkinie 20 tys. am. oddziałów ( + 30 na całym świecie) tego stowarzyszenia spotyka się regularnie w celu towarzyskim, rozrywkowym i rozwojowym zdj. en.wikipedia.org

Tutejsi emeryci rzadko pomagają przy wychowywaniu wnuków, rzadko narzekają na opiekę zdrowotną, bo większość z nich ma ją zapewnioną i doraźną. Amerykańscy emeryci z okolic DC są zwykle zamożniejsi i lepiej zakonserwowani niż ich koledzy z innych Stanów. Moje znajome z kółka szycia kołder, do którego przez przypadek trafiłam (w ramach ESL ;), zaskakują nie tylko pomysłowością, kreatywnością, humorem ale również wiekiem. Dwie z nich mają ponad 90 lat i obydwie nadal jeżdżą samochodem. Oczywiście, jeżeli zapytasz je o ich styl życia i wysiłek fizyczny, jakiego doświadczyły w Ameryce, będzie się on znacznie różnił od życia polskich babć, które często swą młodość spędziły na roli.

Lubię tę ich wolność, ten brak poczucia obowiązku, żeby nadal dla kogoś być i żyć i pomagać… Emerytura jest synonimem czasu dla siebie, czasu na wszystko, czego nie zdążyli zrobić za młodu. Większość stara się przynależeć do jakiegoś klubu, stowarzyszenia, gdzie można pograć w szachy, napić się kawy itd. (Coś w stylu polskiego klubu seniora w MOSiR-ach). Kilka razy do roku jeżdżą na wczasy, gdzie chętnie grają w golfa.

Oficjalna emerytka. W am. sklepach nie brakuje gadżetów na imprezy dla seniorów. Oni to dopiero potrafią się bawić. zdj. flickr/stevendepolo

Korona dla “Oficjalnej emerytki”.  W am. sklepach nie brakuje gadżetów na imprezy dla seniorów. Oni to dopiero potrafią się bawić. zdj. flickr/stevendepolo

Przeprowadzanie się do tzw. bloków dla ludzi po emeryturze, które w PL pewnie do dziś byłyby nazywane “domami starców” jest tutaj chyba normą i dobrowolnym wyborem samych lokatorów a nie dowodem na to, że ktoś ma wyrodne dzieci, które nie chcą się nimi zajmować. (9 z 10. moich babć mieszka w takich domach. Każda z nich to uwielbia i nie wyobraża sobie innego życia).

W am. domach emerytów powstaje wiele kółek zainteresowań. Jedni grają w karty, inni śpiewają a jeszcze inni zakładają teatrzyki.

W am. domach emerytów powstaje wiele kółek zainteresowań. Jedni grają w karty, inni śpiewają a jeszcze inni zakładają teatrzyki. zdj. flickr

Najbardziej imponującym elementem jednak jest ich potrzeba “give it back”, czyli zwracania światu dobroci, którą sami otrzymali. Przejawia się to w wolontariacie, darmowej “pracy u podstaw”.

Każdy chce dać coś od siebie, każdy chce czuć się potrzebny. Jedni szyją kołdry dla dzieci w Afryce, czy dla okolicznych sierocińców, drudzy wspierają imigrantów, którym udziela się darmowych lekcji angielskiego w okolicznych kościołach. Inni kilka godzin tygodniowo robią to samo co przez całe swoje życie, tyle że bez zapłaty. Każdy chce mieć do końca jakąś misję. I tylko polski turysta nie jest w stanie zrozumieć, jak to? I to wszystko za darmo? Bez żadnej zapłaty?

Poniżej reklamówka domu emerytów z Florydy, na którą,  ze względu na niższe podatki, Amerykanie masowo się przenoszą po przejściu na emeryturę. Chciałabym odwiedzać moją Babcię w takim domu 😉

A wy? Co sądzicie o samych wolontariatach? czy nadal w Polsce jest to przykrywka dla cwanych prywaciarzy, którzy wykorzystują młodych ludzi? No i jeszcze jedno pytanie: Jak myślicie, jakimi emerytami Wy sami będziecie?

*** Autorka opisuje życie stosunkowo zamożnych emerytów, którzy stanowią niewielką część am. społeczeństwa, które zmaga się np. z brakiem dobrego ubezpieczenia zdrowotnego. Emerytura w Stanach potrafi również być koszmarem. Statystyki mówią za siebie.

zdj. depositphotos

Share

Comments

  1. Ale mnie jeb..e w krzyżu. Już mam dość tego życia. Poczkej wnuczku też się doczekasz, zoboczysz! Lekarz mówił żeby się nie ruszać i siedzę cały dzień przed telewizorem. Za to kazał łykać tabletki i bez przerwy jem cukierki tak, żeby inni nie widzieli.

    • to przekleństwo jakoś w pierwszym momencie mi nie pasowało do osób starszych i raziło… ale powiem Ci, że miałam taką świętej pamięci znajomą, która na wszystko klęła co się rusza, łącznie ze swoim zastraszonym i cichym mężem, którego uciszała frazą: “Mnilcz Ch…u”!!! 😉 Muszę przyznać, że brakuje mi jej

  2. Ja mogłabym tylko napisać cos o emerytach francuskich, bo nie wiem już jak jest w Polsce 😉

    • no to dawaj baba jogo! szybko pisz jak jest z francuskimi 🙂 ciekawe

      • Mam trzy przyklady: moi Tesciowie, i ich rodzice i jedna moja polska znajoma.
        Moi tesciowie zlapali sie na emerytalny pociag sprzed reformy, nie pracuja od 2 lat.
        Poniewaz sa tzw Zlotym Pokoleniem, wiedzi im sie raczej dobrze. Poczynili rozne inwestycje w latach 80, cale zycie madrze gospodarowali pieniedzmi, to i teraz nigdy nie slyszalam, zeby sie uskarzyli, ze cos jest za drogie. Raz w roku jada na jakies odlegle wakacje, na drugi koniec swiata, a poza tym na codzien caly czas cos robia, pracuja w ogrodku, remontuja dom, zajmuja sie mlodszymi wnukami. Interesuja sie swiatem i mozna z nimi porozmawiac prawie o wszystkim.
        Jedza prawie wylacznie jedzenie domowe, zrobione z prostych skladnikow, kupuja najczesciej na rynkach i od producenta, gotowanie jest jednym z elementow codziennosci, a nie przykrym obowiazkiem.

        Opieka zdrowotna jest przyzwoita, oboje maja dodatkowo mutuelle, czyli ubezpieczenie zdrowotne, wiec nawet powazne operacje ktorym sie oboje poddali w ostatnich latach nie byly ogromnym ciezarem finansowym, zawsze znalezli w sobie duzo sily, zeby z usmiechem chodzic na rehabilitacje.

        Ojciec Tescia zmarl wlasnie w te wakacje, mial prawie 90 lat.
        Byl aktywny do zeszlego roku: jezdzil na rowerze (po Alpach), chodzil ze swoja partnerka do roznych Klubow seniora, na gry, chory (w sensie ze spiewali a nie ze chorowali :)) na wycieczki i potancowki, nie wloczyli sie po swiecie, ale po regionie. A zmarl wlasnie ze starosci a nie od choroby.

        Moja polska Znajoma,o rok mlodsza od Tesciow niestety nie miala szczescia i musi siedziec w pracy (jest nauczycielka) o 4 lata dluzej, i ja ja rozumiem, ze jest rozgoryczona. I zachowuje sie wlasnie troche po polsku, duzo narzeka niestety. Choc, chcialabym podkreslic, ze nie nalezy ona do tego Zlotego Pokolenia, i rozumiem, ze zyjac w kraju gdzie Rownosc jest dewiza, moze ja wkurwiac taka prosta niesprawiedliwosc, jaka byla reforma emerytalna.

        A bardziej ogolnie, francuscy emeryci sa w duzo wiekszym stopniu indywidualistami. Nie angazuja sie w akcje charytatywne, rzadko kiedy ktos jest wolontariuszem (zdarzaja sie, ale nie jest to taka norma jak w US). Wnukami tez opiekuja sie rzadziej, do domow spokojnej starosci raczej nie wyprowadzaja sie dobrowolnie. Choc, jedna z moich sasiadek, pani mocno po 80, ma swiadomosc, ze bedzie bezpieczniej mieszkac w domu gdzie zapewniona jest opieka, poniewaz, gdyby upadla i sobie cos zlamala, nikt by jej nie mogl natychmiast pomoc.

        Tak, moim zdaniem francuskich emerytow rozni od amerykanskich ten wlasnie indywidualizm, ktory ociera sie czasem o egoizm.
        Choc “nowe pokolenie” francuskich emerytow powoli lapie sie za glowe, bo widzi, ze ktos za te ich Zlota Emeryture lyknie, a tym kims beda ich dzieci i wnuki, a to powoli zyskuje dla nich gorzki posmak…

        ***
        A taka moja refleksja po dwutygodniowym pobycie w Polsce: ludzie karmia umysl, a przez to i cialo strachem przed choroba i lekami. Juz nie uswiadczysz reklamy proszku do prania, za to rozowa tableteczka dobra jest na wszystko, nawet (halo!) na miesnie Kegla. Zatem lubimy sobie lykac. Tabletki. O alkoholu nie wspomne.

        No i fatalny, fatalny styl odzywiania sie – mam wrazenie, ze to nie tylko kwestia wakacji. Jest lato, normalnie najbardziej owocowo warzywny sezon, a tam w kazdej knajpie pierogi (ktore uwielbiam !) schabowy z ziemniaczkami i “surowka” z tona sosu. Fast foody rzadza, fryteczki i slodkie bulki (sama sie na nie rzucilam, przyznam 🙂 w ramach egzotycznosci i folkloru, a takze dlatego, ze naprawde nie bylo nic innego – bo w domu jem juz “jak zwykle”.

        Odwiedzilam z moja Babcia 4 sklepy, w ktorych ma ona, taka przecietna polska rencistka, zwyczaj kupowac zywnosc: Lidl, Biedronka, Dino i jeszcze jakis, sorry nie pamietam.
        Wyszlam z pustymi rekoma. Dla siebie nie znalazlam nawet 5% nieprzetworzonej zywnosci – cale rejony zup z papierka, gotowych sosow z konserwantami i zageszczami, gotowych dan do odmrozenia. Warzywa i owoce przypominaly plastikowe podrobki.

        Nieregularne, tluste i malo roznorodne jedzenie, brak nawykow ruszania sie – juz nie mowie o jodze, tai chi czy pilatesie, ale chociazby jazda na rowerach lub regularne spacery?
        Nie, wkladamy pupy w samochod by podjechac do sklepu 2 km.

        I tak sobie szykujemy “emeryture”, narzekamy na Rosje, Unie Europejska i nie wiem kogo jeszcze, przegryzajac slodkimi ciasteczkami, nafaszerowanymi slodka chemia, popijamy slodziutkimi “napojami” (o stosunku mieszkancow biednych panstw do Coca-Coli i innych wod sodowych wiele juz napisano: wybieramy puszke pepsi zamiast butelki litrowej wody, bo preciez – podswiadomie – nas stac na taki amerykanski luksus:))) i rosniemy wszerz…

        Ok, zbaczam z tematu.
        Dziekuje za uwage.

        Fajny wpis, po prostu nie moge nei zareagowac :))))

    • Tak, to brzmi świetnie, myślę, że bycie francuskim a do tego nieubogim emerytem jest lepsze niż bycie takim samym tylko, że amerykańskim. TO JEDZENIE! o którym piszesz… to chyba podstawa ich zdrowia i pożądanego stylu życia przez wiele narodów tego świata. Kiedy rozmawiam z moimi am. znajomymi o Francji i ich wakacjach, co chwila słyszę… “no i to jedzenie! wszystko smakuje tam jakoś inaczej, jakoś głębiej”.

      Czytając pierwszą część zaraz przyszło mi do głowy to co napisałaś na końcu, o polskiej żywności i niezdrowej polskiej kuchni. Nie wiedziałam jednak, że 5 lat różnicy może zmienić tak drastycznie nasze sklepy. Pamiętam jakieś gotowe sosy Łowicza, dzięki którym udawałam na studiach, że umiem gotować, ale nie kojarzę upadku na taką skalę!

      Kurdę, moja Babcia też kupuje w Lidlu i Biedronce… ale niestety to monopoliści jeżeli chodzi o pozamiejskie rejony. Każdy tam kupuje myśląc, że to modne no i tanie… ałć.

      BTW. Fajnie, że tu jesteś. Bardzo lubię takich interaktywnych i rzeczowych czytelników.

  3. milciuszka Says: August 10, 2015 at 8:49 am

    Moja Babcia to taki właśnie amerykański typ emeryta. Zawsze jak do niej dzwonię, to albo gdzieś idzie, albo wraca z zajęć. Na emeryturze zwiedziła chyba całą Europę i naprawdę nie ma na nic czasu 🙂
    No ale też niestety emerytura kosztuje i tak, jak napisałaś, dla wielu ludzi to jest jednak ciężka walka.

    • O jak fajnie!!! Z moich pol. znajomych znam jeszcze tylko 3 takich. Jedni zamożniejsi, którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu, latają 3/4 razy do roku po całym świecie, no i jeszcze jedna rowerzystka znad Morza, buńczuczna wychowanka zakonnic, która śmieje się z babć,że banana sobie nie kupią,żeby w niedzielę więcej księdzu dać 😉

  4. Wszystko ładnie, tylko gdy takiej aktywnej przebojowej amerykańskiej babci czy dziadkowi przytrafi się wylew, demencja, czy Alzheimer, to dzieci bez zastanowienia oddają ich do domu starców i nie są to do końca domy “spokojnej”starości, bo słyszy się o wielu przypadkach nadużyć. Rzadko który Amerykanin zmieniałby niedołężnym rodzicom pieluchy czy zajmował się nimi na stare lata. W najlepszym wypadku wynajmie im opiekunkę. Tu jest właśnie różnica między naszym polskim podejściem. Moja mama z ciotką opiekowały się swoją matką przykutą do łóżka na zmianę przez dziesięć lat. Nie było to łatwe, lecz babcia do końca była wypielęgnowana i otoczona miłością. Podobnie ja zrobiłabym to dla swojej mamy. Oczywiście są wyjątki, lecz z reguły tak to właśnie wygląda.

    • Tak, masz rację Joanno78,
      tylko, że to już jest osobna kwestia. Sprawa kultury i standardów w traktowaniu czegoś jako normalne lub nienormalne. Taką polską postawę, o której piszesz, reprezentują tu tylko “męczennicy”. Amerykański naród jest bardzo wygodny w każdej dziedzinie. Z drugiej strony wydaje mi się, że obok potrzeby bycia niezależnym, tutejsi emeryci nie chcą być udręką dla swoich dzieci, dlatego wyrażają zgodę na takie domy.

      Nie wiem jak zmieni mi się światopogląd z czasem ale na chwilę obecną, wolałabym, żeby moja córka opłaciła mi w takiej sytuacji pielęgniarkę, która odwaliłaby za nią “brudną robotę” niż widziała zniesmaczenie na jej twarzy a tym samym wprawiała mnie w upokorzenie. Wiem, że wiele polskich rodzin zwyczajnie na to nie stać. Ale czy byłoby tak samo gdyby jednak były fundusze? Czy nie byłby to luksus, na który może pozwolić sobie tylko bogaty krewny chorego?

      Oczywiście wszystko zależy od stanu zdrowia, interaktywności osoby chorej, kontaktu z nią itd. Każda sytuacja jest inna. Każda jest indywidualna dlatego trudno mi opowiadać się za jedną i drugą.

      Myślę, że nie wysłałabym mojej chorej, przywiązanej do łóżka matki do “domu starców” ale z pewnością postarałabym się o panią, która byłaby kolejną dobrą duszą do towarzystwa a jednocześnie zajęłaby się przewijaniem, posprzątaniem itd. To chyba dobre dla komfortu psychicznego całej rodziny, która traktuje chorą osobę jak dawniej, bez nieprzyjemnego poczucia obowiązku.

      W wyższym artykule mowa raczej o zdrowych emerytach, którzy są w stanie samodzielnie się poruszać i żyć.

      Twoja babcia miała wspaniałą pomoc. Twoja mama i ciocia powinny dostać wyróżnienie. Mam nadzieję, że reszta rodziny jakoś im za to podziękowała. Zwykle takie rzeczy przechodzą bez słowa… zrobiliście coś? Może niespodziewany bukiet kwiatów dla obydwóch? W ramach odwalanie czarnej roboty za całą swoją rodzinę;)

      • Jak to ciekawie działa. Deklaruję, że zrobiłabym to samo dla swojej mamy, ale już nie jestem pewna, czy oczekuję tego od własnych dzieci. Zdaję sobie sprawę, że opieka nad starszą niedołężną osobą może kompletnie człowieka wypompować. Nie każdy ma do tego nerwy. Nie chcę zbyt odbiegać od głównego tematu Twojego postu. Powiem tyle, sama marzyłabym o takiej emeryturze: fryzjer i paznokcie dwa razy w tygodniu (albo więcej), podróże, karty i potańcówki. Podziwiam tych seniorów w teorii, ale nie wiem, czy sama bym tak potrafiła. Ciekawe, czy można się tego nauczyć, zamerykanizować do tego stopnia? Pożyjemy, zobaczymy. PS: Dzięki, pomyślę o tych kwiatach, niedługo rocznica śmierci Babci.

    • No to co? Wypada nam sobie życzyć takiej właśnie pogodnej emerytury, gdzie zdrowie do końca dopisuje a pomysłów nie brakuje, bez względu na zasobność portfela. Rocznica Babci… myślę, że ani jedna, ani druga nie spodziewałaby się tego z Waszej strony… dlatego koniecznie coś przygotujcie.
      Lepiej po latach niż wcale.

      Myślę, że gdybyś miała okazję pożyć trochę w Stanach, zobaczyłabyś, że amerykanizacja jest czymś łatwiejszym niż Ci się wydawało… a w zasadzie nawet… bezwględnym, bo często nie masz na to wplywu… ja sama przez pierwsze lata piastowałam wszystko co polskie… no i wiecznie miałam coś do powiedzenia jacy Ci Amerykanie … z czasem to, co krytykowałam okazało się być częścią mnie. To tak jak z tymi choinkami na Święta, które pojawiają się w Polsce nie prędzej jak po 6. grudnia… przez pierwsze lata i ja najwcześniej tydzień przed Wigilią kupowałam… “bo przecież do lutego powinna stać”… Dziś nie bawi mnie obchodzenie Świąt we własnym czasie… nikt po 10 stycznia nie trzyma tu choinki… dlatego teraz i ja kupuję ją tydzień po Święcie Dziękczynienia.

      • No tak, żyję w Stanach już piętnaście lat i wiem, że na tydzień-dwa przed Wigilią nigdzie już nie ma choinek. Może jakieś koślawe niedobitki, których nikt nie chce.

    • Ja zwykle zaopatruję się w Home Depot. Mają najlepszą selekcję no i za jakie ceny. Eeeehhhhhehh ale zatęskniło mi się za Świętami 😉

  5. A ja najbardziej lubię chińskich ubogich emerytów. Mają darmową opiekę medyczną, ale nie nadużywają jej w stylu polskich babć, które do lekarza chodzą sobie pogadać i ponarzekać. Są dziarscy i wysportowani – większość chodzi na piechotę, jeździ rowerami bądź autobusami, nawet jeśli stać ich na taksówki. Parki pełne są staruszków płci obojga, wspólnie ćwiczących tai-chi, taniec czy cokolwiek innego. Nawet jeśli zajmują się wnukami, często spotykają się z rodziną i znajomymi, często jadają “na mieście” – w Chinach nie jest to bardzo drogie – i są pełni życia.

    • Słuchaj, masz absolutną rację. Takie same miałam wrażenia, gdy pierwszy raz poszłam w Pekinie do publicznego parku. To co wyprawiali Ci emeryci przechodziło ludzkie pojęcie. Wyglądało to jakby całe miasto było turnusem sanatoryjnym, gdzie starsi ludzie bawią się w grupkach. Jedni Tai Chi, drudzy grali w begamona, inni jeszcze zbiorowo ocierali kręgosłupy o drzewa, grali w jakieś kulki albo na instrumentach. Każdy kąt parku zajmowała jakaś grupka starszych, zajętych ludzi. Ale prawda chyba jest taka, że oni sami nie mają ogrodów w domu czy ogólnie wiele miejsca w mieszkaniach, dlatego taki styl życia mógł się narodzić.

  6. Biorąc pod uwagę emeryturę jaka na mnie czeka, Floryda wydaje się abstrakcyjnym pomysłem 😛

  7. Przeczytałam komentarze do tego posta i cóż wniosek taki, co kraj to obyczaj. Pozwolę sobie zabrać jednak głos w dyskusji, bo sytuacja emerytów w Polsce nie jest prosta. Problem to przede wszystkim niskie emerytury, drogie leki, kolejki do lekarzy, itp – i jak tu żyć? Tylko niewielka grupa emerytów ma szanse, żeby podróżować po świecie, poświęcać się swoim pasjom, itp. Miałam taki przypadek w swojej pracy zawodowej. Przyszła Klientka, starsza Pani, twierdząc, że ZUS źle nalicza Jej wysokość emerytury, bo nie zaliczył Jej do okresu pracy, czasu zatrudnienia z lat pięćdziesiątych. Co się okazało? Pani w tamtych latach zatrudniona była w PGR, który na początku lat 90-tych został zlikwidowany. PGR nie wykonał obowiązku, aby dokumentację pracowniczą przekazać w odpowiednim momencie do archiwum państwowego, więc moja Klientka nie miała jak wykazać zatrudnienia w tymże PGR, a pracowała tam kilka lat. I to jest właśnie paradoks, ktoś zawini, a kto inny ponosi tego konsekwencje. W rezultacie udało się sprawę załatwić, bo żyli świadkowie, którzy potwierdzili, że Ona tam pracowała. Tylko, że Klientka musiała dochodzić tego w sądzie, a trwało to długo. Zakończenie optymistyczne – udało się.

    • Wow, to się nazywa bajzel w polskiej biurokracji.. po przeczytaniu tego, pomyślałam sobie… może moja mama miała rację, ze powinnam zbierać wszystkie zaświadczenia o zatrudnieniu do koperty… kurna… mam nadzieję, że takie rzeczy już się dziś nie zdarzają.
      Cieszę się, ze udało się pomyślnie załatwić sprawę.

  8. W Niemczech jest bardzo podobnie 🙂 Lubię Twoje wpisy!

  9. Ameryka wyprzedza nas o pokolenie. Może my będziemy narzekać już mniej, bo żyje nam się lepiej niż naszym rodzicom. Z drugiej strony jak pomyślę o Zusie to optymizm może zgasnąć…Ale oby nie !:)))

    • W Stanach też jest wiele rzeczy, które zachodzą za skórę… udogodnień jednak jest chyba więcej, przez to człowiek czuje, że “korzysta z życia”, bez względu na to czy ma wielkie pieniądze czy nie.

  10. Wszystko to prawda, ale tyczy sie tej zamozniejszej czesci emerytow. Lato spedzaja na cottage, zime w Vegas lub na Florydzie. Ale nie generaluzujmy… Szczegolnie w USA. Jest masa dziadkow, ktorych nie stac na lekarza, leki, dobrej jedzenue. Biegaja do cash loanow I ciesza sie jak cos upoluja w good will albo dollar store. Taka Ameryka…

    • Tak, zgadzamy się w 100% … wybacz, że czasem rozpisuję się niepotrzebnie … dlatego pewnie trudno niektórym czytelnikom dotrwać do końca artykułu. Obiecuję poprawę 😉

  11. Ameryka od zawsze wydaje mi się być krajem rozrywek i poczucia wolności. Może dlatego i starsi ludzie mają tak optymistyczne podejście do życia, bo od zawsze stawiali na radość i nie przywiązywanie tak dużej wagi do pieniędzy, jak to bywa w Polsce. U nas emerytura oznacza wymyślanie sobie nowych, nic nie wnoszących zajęć, czytanie gazet, oglądanie telewizji oraz użeranie się z NFZ. Może to dlatego, że emerytom brakuje takich kółek zainteresowań, w których mogliby zająć swój czas i nie myśleć o tym, czy wystarczy im pieniędzy do ostatniego?

    • Tak, słowo wolność w Stanach to wielka wartość, jak nie największa. Masz rację ich optymistyczne podejście wynika z tego jak zostali wychowani jako dzieci. Są oczywiście wyjątki, jak mój sąsiad, który jest rodowitym Amerykaninem, ale zawsze gdy go widzę słyszę jak rozgoryczony jest, ile to operacji biodra nie miał, że nie ma wielu znajomych (co po części jest jego winą… bo zamiast wprowadzić się do bloków dla starszych osób wybrał prawie akademik;). Druga narzekająca babcia jaką tu poznałam jest rodowitą Niemką. Więcej tego pokroju Amerykanów nie znam.

      Słusznie zauważyłaś, że problemem w Polsce może być brak zorganizowanych zajęć dla osób starszych, zwłaszcza w małych miejscowościach. Różnica jednak między Polakiem a Amerykaninem polega na tym, że Amerykanin zamiast siedzieć i po polsku narzekać na ich brak, sam podniósł by swoje cztery litery i zaczął coś organizować, mailować do sąsiadek, organizować zgromadzenia itp.

  12. Ale tu u Ciebie ślicznie po zmianach, aż nie mogę się napatrzeć 🙂
    Chciałabym być taką staruszką jak te z Ameryki. Mieć siły i ochotę na prowadzenie aktywnego, kreatywnego życia, zamiast siedzieć przed TV i miauczeć jak mnie wszystko boli. Czy będę miała zapewnioną tak dobrą opiekę medyczną jak teraz mają amerykańskie staruszki? Bardzo bym chciała, bo już teraz jest źle, a mam trochę ponad ćwierć wieku 😉

    • No cześć Meduzo! Dziękuję za uznanie. Jest jeszcze pełno niedociągnięć ale ogólnie lubię to moje nowe mieszkanie.

      Na emeryturze najważniejsze jest chyba zdrowie. Jeżeli ma się je, rzeczywiście można używać życia. Ostatnio rozmawiałam z ponad 80 – letnim Amerykaninem,który faktycznie wygląda 15 lat młodziej, o jego sekrecie młodości. Usłyszałam coś, co już w USA słyszałam i to wiele razy. “STAY ACtive ” i nie chodzi mu tylko o sport. Chodzi o umysł, o relacje socjalne. Częste spotkania towarzyskie, które dają Ci pozytywną energię, czytanie książek, uczenie się oraz jeszcze raz wysiłek fizyczny to coś co podobno działa.

  13. […] KUP CUPCAKES – amerykańskie babeczki są symbolem finezyjnych posiedzeń pt. „Tea party”, na które zaproszoni goście zwykle przychodzą w pięknych/małych/wielkich/śmiesznych kapeluszach. Imprezy tego typu są bardzo popularne nie tylko podczas tzw. „play dates”, na które zapraszane są dzieci ze swoimi ulubionymi lalkami ale również wśród młodszych i starszych pań (o których pisałam już TU). […]

  14. […] I nie mam tu na myśli tylko bezrobotnych emerytów, o których z uwielbieniem pisałam już TUTAJ lecz o całym amerykańskim […]

  15. […] inspiruje (Jak dziękować…?), pokazuje “jak żyć po amerykańsku”  bez względu na wiek i bez wielkiej megalomanii; że zaskakuje (100 am. niespodzianek dla pol. imigranta), bawi (np. 1 i […]

  16. […] 87. Ktoś z Was by powiedział: no tak, to w sumie dziadkowie mogą się dziećmi zająć… I tu, kolejną niespodziankę zaliczycie… Gdy wychodzicie za mąż za Amerykanina, bądźcie gotowe, że pewnego dnia jego rodzice, z uśmiechem na twarzy, wyciągną kalendarz (na 2 miesiące do przodu) i z przykrością poinformują, że niestety ich grafik nie pozwala na weekendowe przetrzymanie dziecka :). Polacy w USA już o tym wiedzą. (Z doświadczeń mojej przyjaciółki). O tej różnicy kulturowej pisałam już w art. pt.  Lubię amerykańskich emertytów.  […]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Close